wtorek, 18 kwietnia 2017

I think I've met a new friend - Riverdale

Pierwotnie chciałam zaczekać z tym postem do końca 1. sezonu, bo przecież co to w ogóle jest za moment na pisanie o serialu - nie na początku, 3 odcinki przed końcem i to jeszcze akurat w przerwie. No wiecie co, Rilla, ogarnij się. 
Ale dziś spojrzałam sobie w kalendarz - koniec Riverdale za niecały miesiąc, na blogu pustki, a ja nie mam jak napisać czegoś więcej. Meh. Podzielę się z wami nową fajną rzeczą. 

Znaleziony obraz
Nie jestem wielkim koneserem seriali. Dotychczas oglądałam Once Upon a Time, Doctora Who, kawałek Gry o tron i Sherlocka (którego ciężko liczyć jako typowy serial). A to na przestrzeni ostatnich 3 lat - wcześniej po prostu nie oglądałam nic. Ostatnio jednak cichy głosik w mojej głowie szeptał, bym obejrzała jakiś naprawdę popularny serial, i najlepiej nie kolejne fantasy. Przyznam się od razu - wahałam się długo między Skam i Riverdale, a na Riverdale postawiłam ostatecznie dlatego, że wspominali o nim Paweł i Kasia w podcaście (Zombie vs Zwierz, polecam). 

Jeżeli chodzi o fabułę - jest sobie małe miasteczko gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Latem ginie nastolatek z bogatej rodziny (brat bliźniak miejscowej "królowej szkoły"). Właściwa akcja serialu rusza wraz z początkiem nowego roku szkolnego, wtedy też poznajemy większość bohaterów. Tajemnicze wydarzenia z okresu wakacji niejako powracają na światło dzienne... 


Nie wiem, nie znam się, ale podobno Riverdale należy do gatunku zwanego teen drama. Nie ma tutaj wilkołaków ani wampirów, są za to sekrety i dramatyczne wydarzenia. 

Chciałabym wspomnieć w tym poście przede wszystkim o dwóch rzeczach. Pierwszą z nich jest (są?) scenografia + charakteryzacja. Riverdale jest ekranizacją komiksu i to, przynajmniej według mnie, w pewnym sensie widać. Lokacje (lokalna knajpa, pokoje bohaterów, niektóre miejsca w szkole) jak i stroje są wyraźnie zarysowane i bardzo charakterystyczne, i choć daleko im do realistycznych, nadają serialowi niepowtarzalnego uroku. Zwłaszcza urzeka mnie Pop's, zawsze pięknie oświetlone neonami. 

Świat Riverdale jest mocno fikcyjny i nikt nie stara się udawać czegoś innego. Stąd też otrzymujemy dopracowane stylizacje bohaterów, czy Archiego, który dosłownie WSZĘDZIE chodzi w szkolnej bluzie. I to jest jedna z rzeczy, która mi się bardzo tutaj podoba. Te kreacje, choć oczywiście nieprawdziwe, nadają czegoś w rodzaju bajkowości (choć, oczywiście, beztroska bajeczka to to nie jest).
Tak raczej nie wygląda typowy pokój bogatej 16-latki w realnym życiu. Tak wygląda pokój bogatej 16-latki w serialu. 

Druga rzecz jest w pewnym sensie ściśle powiązana z pierwszą. Chodzi mi o bardzo wyraźnie zarysowane postacie - nie należy mylić tego z "realistyczne"! Owszem, mogą zdawać się sztampowe (a to, jak po łebkach twórcy traktują Kevina, jest aż smutne), a jednak mają w sobie coś, co odróżnia je od typowych papierowych ludzików z sitcomów Disney Channel. Ten pazur. Tę tajemnicę, którą każdy z nich skrywa (ofkors nie każdy tę samą). 

Riverdale ogląda się po prostu przyjemnie. Mnie wciągnęło tak mocno, że dotychczas istniejące 10 odcinków obejrzałam w dosłownie 2 dni. To jest tak, jak z dobrą, lekką książką - nie powoduje głębokich refleksji nad życiem. Po prostu dobrze się bawisz, przeżywasz razem z bohaterami i wkurzasz na Archiego. 


Jest jeszcze jeden powód, dla którego polubiłam Riverdale. Powód nazywa się Forsythe Pendleton Jones III. Przyjaciele nazywają go Jughead. Jughead jest dziwny (co sam przyznaje), ponadto jest uroczy i jest introwertykiem. I gra go Cole Sprouse (ten, wiecie, Cody Martin z Nie ma to jak hotel/statek). Początkowo jest go bardzo mało, ale na szczęście zaległości szybko zostają nadrobione. 


Polubiłam również Veronicę, co jest jak na mnie osiągnięciem, bo zwykle takie typowe sexy badass dziewczyny są mi dość obojętne. Sympatię wzbudziła również u mnie Betty, The Pussycats ładnie wpasowały się jako postaci drugoplanowe, Cheryl Blossom również chyba spełniła swoje zadanie, intrygując mnie swoją osobą . Jeśli zaś chodzi o Archiego - Archie to Archie. Przewija się tu i tam, ale jego wątek jest, szczerze mówiąc, jednym z najmniej ciekawych w tym serialu.

Ogólnie rzecz biorąc: zachęcam bardzo do obejrzenia Riverdale. Jest w tym serialu coś pociągającego, intrygującego, a w dodatku jest stosunkowo nowy, więc internet nie roi się od spoilerów. I zawiera Jugheada, którego jest więcej z odcinka na odcinek. Najchętniej obejrzałabym to wszystko jeszcze raz, szkoda, że nie mam czasu. Meh.

Oglądacie Riverdale? Co sądzicie? A może zamierzacie? 

5 komentarzy:

  1. Ja za to zabrałam się za Skam (dotychczas obejrzałam pełne 2 odcinki), ale Riverdale obiły mi się już o uszy, może kiedyś się zabiorę. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak opinia o Skam? Póki co - warto? :D

      Usuń
    2. Mnie wciągnęło, już 8 za mną i myślę, że jest naprawdę fajny! Serio, można się wkręcić! ;)

      Usuń
  2. a ja polecam Skam, właśnie wychodzi czwarty sezon i chyba będzie moim ulubionym ❤

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że zajrzałeś na mojego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz za sobą komentarz, ale uprzejmie proszę, by nie przeklinać i nie obrażać się nawzajem :-)
Możesz podpisać się linkiem do swojego bloga - chętnie zajrzę, ale proszę, nie komentuj tylko i wyłącznie w celu reklamy.
Pozdrawiam!