sobota, 5 grudnia 2015

Fangirl - recenzja

Swego czasu na polskim booktubie i na blogach recenzenckich było głośno o tej książce. Ja zamierzałam kupić ją w dzień premiery, a skończyło się tak, że dostałam ją w listopadzie. Cieszę się, że mogę ją wreszcie zrecenzować (projekt posta wisiał już od dwóch tygodni, ale nie miałam czasu nawet wejść na bloga...). Zapraszam :-)


Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: Fangirl
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Otwarte (seria Moondrive)
Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych fanów, bo pisze fanfiki o Simonie.
Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne.
Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Leviego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).
„Fangirl” to opowieść o przyjaźni wbrew różnicom i o trudnej sztuce dojrzewania. To historia o ludziach, którzy kochają książki tak bardzo, że stają się one ich całym światem.
Opis z tyłu okładki


Fangirl wywarła na mnie pozytywne wrażenie. I to tak naprawdę idealnie określa moją opinię o tej książce. Nie zakochałam się, nie jest to moja ulubiona pozycja, ale czytało się ją bardzo przyjemnie. Przedstawiona historia była uroczo realna (no dobrze, zdarzały się momenty, kiedy chciałam tłuc książką w ścianę, ale o tym za chwilę). Bohaterowie byli dość ciekawi, chociaż niestety żadnego z nich nie udało się bliżej poznać (oprócz Cath). 

Skoro już jesteśmy przy Cath... Nie polubiłam jej. Nie chodzi o to, że darzyłam ją szczególną antypatią, ale reprezentowała po prostu ten typ "tró fangirl" którego nie lubię. Odnoszę wrażenie, że pani Rowell napisała książkę na podstawie fanfików i ogólnych stereotypów, a nie na podstawie własnej wiedzy. Dla Cath nie ma życia poza Simonem Snowem. Dosłownie. To nie jest tak, że to jest jej ulubiona seria, ubóstwia autorkę i jeździ na zloty. Cath ma obsesję. I to mi się nie podobało. 



Kolejna sprawa - zajęcia z pisania. Książka usiłuje nas oburzyć tym, że "głupia pani profesor na zajęciach z pisania nie chce oceniać fanfików"! Cóż... słusznie. Przecież uczestnicy zajęć idą na nie, by nauczyć się tworzyć powieści samodzielne, a nie na podstawie świata stworzonego przez kogoś. I owszem, możesz sobie pisać takie rzeczy w Internecie, na blogu, ale już oddawanie tego jako własnej pracy jest... pójściem na łatwiznę. Cath nie podjęła wyzwania. Jest monotematyczna, w dodatku nie potrafiła wywiązać się z obowiązków związanych z zaliczeniem. Nie umiała przyjąć "na klatę" tego, że skoro już zapisała się na te zajęcia, to płacz i jęczenie są żałosne. trzeba zacisnąć zęby i walczyć, a nie zabijać dobre chęci pani profesor...

Trzecia niefajna rzecz u Cath - stołówka. Chorobliwa aspołeczność. Główna bohaterka woli żywić się masłem orzechowym przez miesiąc, niż odezwać się do kogoś i zapytać o drogę. Albo chociaż samodzielnie pójść i poszukać. Zwykła nieśmiałość ma pewne granice...

Tak naprawdę bardziej polubiłam Wren. Wprawdzie popełniała błędy, ale pokazała, że można być fanką powieści i nie odpychać od siebie ludzi. Dla osób, które czytały książkę, zabrzmi to nieco dziwnie, ale Wren była według mnie dojrzalsza od Cath...

Jeżeli chodzi o innych bohaterów, dużą sympatią darzyłam Leviego (rozbroił mnie "epizod" z zapasowym kluczem do pokoju), Reagan było zaś zdecydowanie zbyt mało. Już o tym wspominałam, ale polubiłam też panią profesor od pisania. 



Tak naprawdę najlepiej wyszedł tutaj wątek romantyczny. Uroczy, pełen ciepła, zdawał się wręcz uśmiechać do czytelnika. Wprawdzie odniosłam wrażenie, że wszystko działo się troszkę zbyt szybko, ale później akcja została zgrabnie poprowadzona. 

Przyszedł czas na moją opinię o fragmentach oryginalnych powieści i fanfików Cath o Simonie Snow. Zarówno jedne, jak i drugie czytało mi się z wielką przyjemnością, aż żałowałam, że ta seria nie istnieje, bo naprawdę miałam ochotę na więcej (bardzo lubię tego typu fantastykę). Nie będę również oryginalna, ale muszę wypomnieć pani Rowell chyba małe niedopatrzenie - Simon ewidentnie jest odpowiednikiem Harry'ego Pottera, paring opisywany przez Cath w fanfiction to rzecz jasna odpowiednik Drarry, a jednak dobrze nam znany uczeń Hogwartu zostaje... wspomniany w książce. Tutaj następuje lekka konsternacja, albo w tę, albo we wtę, autorko...

Podsumowując - Fangirl  wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, jednak bardziej jako historia miłosna dla nastolatek, niż prawdziwe świadectwo tego, czym jest fandom i jak to jest być jego członkiem. W przeciwieństwie do wielu dziewczyn, nie odnalazłam w Cath odbicia samej siebie. Mimo wszystko polecam wam tę powieść jako lekką odskocznię od cięższych lektur. Jest to bowiem opowieść naprawdę przyjemna i nastrajająca raczej pozytywnie :-)

Ogólna ocena: 7/10


1 komentarz:

  1. Co do zajęć z pisania - miałam podobne odczucia

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że zajrzałeś na mojego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz za sobą komentarz, ale uprzejmie proszę, by nie przeklinać i nie obrażać się nawzajem :-)
Możesz podpisać się linkiem do swojego bloga - chętnie zajrzę, ale proszę, nie komentuj tylko i wyłącznie w celu reklamy.
Pozdrawiam!